Tatra Road Race vs Szosowy Klasyk vs Tour de Pologne Amatorów

Co łączy te trzy wyścigi? Hmmm.. Generalnie niewiele, natomiast z mojego punktu widzenia to przede wszystkim okres, w którym są rozgrywane. Lipiec i pierwsza część sierpnia, to zdecydowanie najcięższy pod względem objętości treningowej cykl w całym moim sezonie. 81 spędzonych na rowerze godzin i 45300 metrów przewyższeń to o 6 godzin i 3000 metrów więcej, niż jadący w Tour de France Romain Bardet.. Ktoś spyta po co aż tyle, przecież nie jeżdżę wielkich tourów?! To ja mu odpowiem krótko: „bo tak lubię”. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że startując w wyścigach praktycznie co tydzień, powinienem trochę bardziej oszczędzać nogę, poświęcać więcej czasu na regenerację itp itd, jednak jazda po górach sprawia mi tyle przyjemności, że nie mam zamiaru z niej rezygnować, nawet jeśli miałoby mi się to odbić czkawką na wyścigach. Zawodowcem nie jestem.

Wracając do meritum, czyli do starcia trzech najważniejszych dla mnie lipcowo-sierpniowych wydarzeń na szosie, postaram się w czytelny sposób przedstawić swoje wrażenia w kilku najistotniejszych z punktu widzenia zawodnika kwestiach.

 

Trasa

 

Tatra Road Race. Tutaj mamy do wyboru dwie – fun i pro, odpowiednio 57 i 122 kilometry, przy 1500 i 3200 metrach przewyższeń. Do pokonania same perełki, takie jak Butorowy Wierch, Bachledówka, czy Pitoniówka, a także kilka mniejszych, lecz wcale nie łatwiejszych pojazdów. W sumie było ich aż 18 na długim i 8 na krótkim dystansie. Trasa niesamowicie malownicza, asfalty w świetnym stanie, a poziom trudności na najwyższym z możliwych poziomie.

 

35772644751_34d003bc53_o

Podjazd pod Butorowy Wierch. Widoki mega, tylko że ciemno przed oczami i nie można podziwiać 🙂

 

Szosowy Klasyk. Tutaj rozpiszę się zdecydowanie bardziej, bo mam kilka żalów do wylania.. Otóż Karkonosze to moim skromnym zdaniem najlepsze polskie góry do uprawiania kolarstwa szosowego. I nie tylko moim. To właśnie tutaj, w Szklarskiej Porębie, co roku melduje się na zgrupowaniach Kwiato, zgarniając nam wszystkie KOMy, które potem musimy cały rok odbijać.. Tutaj mamy najtrudniejsze szosowe podjazdy, czyli Przełęcz Karkonoską i Stóg Izerski, nie wspominając już o tym, co jest po stronie czeskiej i tutaj mamy to, co odróżnia Karkonosze od Tatr, czyli możliwość wbicia się szosą między szczyty, gdzie w Tatrach możemy się co najwyżej wokół nich przejechać. Do tego ogromna różnorodność podjazdów – krótkie, długie, sztywne, łagodne, mnóstwo ponad 1000-metrowych przełęczy i bardzo dobrej jakości asfalty.. Mamy Szklarską, Karpacz, Przesiekę, Zachełmie, Michałowice, czyli urokliwe miasteczka usytuowane na fajnych podjazdach, oraz mnóstwo malowniczych przełęczy, które Klasyk omija szerokim łukiem, biegnąc przez pagórkowate wioski, gdzieś na skraju Izerów.  Kolejnej rzeczy której nie rozumiem jest meta, usytuowana w lesie za zakrętem, poprzedzona pięciokilometrowym, płaskim dojazdem.. Aż się prosi, żeby była tam gdzie start, czyli na szczycie super sztywnej sztajfy, tuż obok Ski Areny, co by chociaż w minimalnym stopniu zrekompensowało zupełnie niemalowniczą trasę. Jednym słowem wielka szkoda, ale co zrobić..  Pozostaje startować w tym co jest i liczyć że w przyszłym sezonie coś się zmieni.

 

19942695_1181401615297399_5776858327977160155_o.jpg

Typowy krajobraz dla Szosowego Klasyka. Mogłoby być trochę inaczej..

 

Tour de Pologne Amatorów. Trasa TDPa to zazwyczaj odwzorowanie trasy wyścigu Elity, gdzie pokonywana jest jedna runda królewskiego etapu. Zazwyczaj, bo w tym roku było inaczej.. Pierwotna trasa, na kilka tygodni przed, została zmieniona i skrócona o jeden z kluczowych momentów, czyli podjazd pod Pitoniówkę. Ponoć nie było zgody na dwukrotne przecięcie Zakopianki, co wydaje się trochę dziwne, bo przecież pierwszy projekt musiał być zaakceptowany, skoro go oficjalnie opublikowano.. Nie wnikam, aczkolwiek swoją teorię mam.. Co do reszty trasy, to zaszło parę zmian w stosunku do lat ubiegłych, między innymi start w innym kierunku, rezygnacja z podjazdu pod Ząb spowodowana remontem mostu na Zakopiance i pojawienie się nowej, super stromej ścianki w Łapszance. Generalnie na plus, choć za dużo płaskiego po środku i osobiście, dla urozmaicenia odbiłbym w Trybszu na Czarną Górę i dalej na Szaflary 🙂 Asfalty całkiem niezłe, jednak im bliżej Bukowiny tym gorzej. Co do samej Bukowiny, mając okazję pomieszkać tam tydzień czasu, muszę przyznać że nie tylko pod względem asfaltów wypada blado w porównaniu do sąsiednich gmin.. Jedną z rzeczy, która bardzo mocno rzuciła nie się w oczy był syf jaki panuje na tamtejszych ulicach i chodnikach. Dla przykładu – Tour de Pologne skończyło się w sobotę, a w czwartek nadal leżały śmieci, butelki i tysiące trytek poobcinanych ze ściągniętych banerów.. Nie wiem kto tam zarządza, ale słabo mu to idzie.

 

received_925132334291633-01.jpeg

Miałem tu wrzucić swoje zdjęcie, które zrobiłem w czwartek (w oryginale, bo przed opublikowaniem na fb, śmieci wyciąłem), jednak tak się złożyło, że dnia 15.08 dostałem takie oto, od znajomego.. Jak widać, po 11 dniach, śmieci nadal leża…

 

Podsumowując, w tej kwestii zdecydowanie najlepiej wypada Tatra Road Race. Bezkonkurencyjna pod względem poziomu trudności, najeżona podjazdami, praktycznie bez płaskiego, widokowo podobnie do Tour de Pologne, jednak asfalty o niebo lepsze. Szosowy Klasyk zdecydowanie poniżej możliwości, które są ogromne.

 

Nagrody

 

Tatra Road Race. Wzór do naśladowania. Myślę że pulą nagród na tym wyścigu, możnaby obdzielić wszystkie mastersowe ogórki z kalendarza PZKol w całym sezonie i każdy zawodnik wróciłby do domu zadowolony. Nagradzane kategorie open, wiekowe, drużynowa, oraz premie górskie. Zajmując drugie miejsce open i pierwsze w kategorii, na krótszym (odrobinę mniej płatnym od długiego) dystansie, zgarnąłem ładny puchar, 200zł w gotówce, bony (głównie do wykorzystania w sklepach rowerowych/sportowych) na łączną kwotę 700zł, oraz dwudniowy pobyt dla dwóch osób w Hotelu Bachledówka*** z wyżywieniem i spa, o wartości około 600zł.. Do tego całe mnóstwo nagród losowanych wśród wszystkich uczestników, w tym nagroda główna – rower szosowy Trek Domaine.

 

35861710906_82f81a672f_o

Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.. I nie mówię tu ani o kasie, ani o pucharach.. 😛

 

Szosowy Klasyk. Tutaj zdecydowanie skromniej, ale przyzwoicie. Do Tatry nie ma co porównywać, bo wraz z Nowy Targ Road Challenge są poza wszelką konkurencją, jednak przy większości amatorskich wyścigów szosowych w Polsce, Klasyk wypada całkiem przyzwoicie. Na podium puchary, medale i nagrody rzeczowe w postaci sprzętu rowerowego, a nagradzane kategorie open, wiekowe, oraz premia górska.

 

19956046_1181400535297507_7368893073121488494_o

Jest medal, jest sprzęt, jest spoko.

 

Tour de Pologne Amatorów. Tutaj sytuacja specyficzna, tak jak specyficzny jest cały wyścig (a raczej maraton) i jego formuła. Nagrody owszem, na bogato, bo zegarki ufundowane przez sponsora imprezy, markę Tissot, oraz sprzęt rowerowy, jednak nagradzana jest wyłącznie klasyfikacja open, oraz zwycięska drużyna. Brak jakichkolwiek premii, a przede wszystkim brak kategorii wiekowych, na których przecież wyścigi amatorskie się opierają, to sytuacja raczej nie spotykana na innych wyścigach i niezrozumiała.

Podsumowując – nie ma co podsumowywać. Tatra Road Race poza zasięgiem, Szosowy Klasyk na standardowym poziomie,  Tour de Pologne bez komentarza.

 

Świadczenia dla zawodników

 

Pisząc o świadczeniach, mam na myśli wszystko to, co otrzymujemy przed, w trakcie i po wyścigu, a skupię się na trzech chyba najważniejszych, czyli pakiety, bufety i zdjęcia.

Tatra Road Race. To już jest nudne, ale po raz kolejny poza zasięgiem. Pakiet jak pakiet, a w jego skład wchodzi numer startowy z czipem, wymienny na ciepły posiłek na mecie i na ewentualną nagrodę, jeśli zostanie wrzucony do urny, profil trasy do naklejenia na ramę, oraz cały plik kuponów ze zniżkami i rabatami. Dodatkowo mamy opcje płatne, gdzie do wyboru są także koszulki i czapeczki. Bufet natomiast, to absolutne mistrzostwo świata. Obsługa tak sprawna, jakby kończyła studia w tym kierunku, a wybór rzeczy na bufecie tak duży, że już na kilka kilometrów przed, zaczynam się zastanawiać na co mam ochotę.. Woda, bidon w izotonikiem, Red Bull, Coca-Cola, banan, arbuz, drożdżówka.. Najchętniej zatrzymałbym się i wziął wszystko.. To samo, a nawet więcej na mecie. No i na koniec zdjęcia. Kasia Bańka, Edyta Lesiak, Dominik Gach i Wiktor Bubniak – to gwarancja tysięcy profesjonalnych fotografii najwyższej jakości. Pojawiają się już tego samego wieczoru  i uzupełniane są przez kolejne dni.

 

35735190442_e065b2bb20_o

Mała rzecz, a cieszy.

 

Szosowy Klasyk. W pakiecie dostajemy numer z chipem, izotonik, batony, żele i naprawdę fajną koszulkę, której rozmiar określamy przy zapisach. Na bufecie banany, woda i izotonik, niestety w plastikowych kubeczkach, w których po złapaniu w biegu, zostaje może 1/4 zawartości. Na mecie już zdecydowanie lepiej i tam istny szwedzki stół. Ciastka, wafelki, bakalie, banany, arbuzy oraz napoje. Co do zdjęć – są robione na starcie, na mecie i na trasie. Są profesjonalne, jest ich bardzo dużo i pojawiają się równie ekspresowo, co na Tatrze. Może nie ma ich aż tyle co tam, ale biorąc pod uwagę fakt, że na trasie są robione z wozu technicznego, to jeżdżąc tam w czołówce, mam ich nieporównywalnie więcej niż na innych wyścigach, gdzie są robione stacjonarnie i ilość ujęć jest ograniczania.

 

IMG_20170813_182417-01.jpeg

Koszulka z Szosowego Klasyka, kolejny rok z rzędu, wygrywa plebiscyt na najlepszą pakietową koszulkę sezonu 🙂

 

Tour de Pologne. Bieda, bieda i jeszcze raz bieda, jak na taki rozmach. W pakiecie numer z chipem, kupon na makaron, zawieszka na szyję przypominająca medal  (jedyna impreza w PL,  gdzie dostaje się go przed startem), jakieś broszurki, jakaś butelka reklamująca Tauron i koszulka jednorazowego prania w uniwersalnym rozmiarze XXXL. Na trasie bufet w postaci jakiegoś pana rozdającego butelki z wodą (jak jechało się pojedynczo to ok, jeśli przejeżdżała większa grupa, to pan miał problem), a na mecie – no cóż.. Ręka policjanta wskazująca żebym skierował się na prawo, bo przeszkadzam. Jedzenia brak, picia brak. Zdjęć też brak, a za wszystkie inne zapłacisz kartą MasterCard. Dostępne na stronę BIKELIFE, w cenie 9zł za sztukę, co zważywszy na ich jakość, jest ceną astronomiczną. Jeśli komuś udało się wstrzelić w kadr fotografa robiącego właśnie serię miliona zdjęć w minutę, to miał szczęście. Ja nie miałem i jestem na nich albo bez połowy kasku, albo bez nóg, albo jakościowo tak między zdjęciem robionym tosterem, a mikrofalą. No cóż.. Obejdzie się.

 

dav

Sponsor,  sponsor, slogan, sponsor, sponsor – czyli zawieszka z TDP wielkości eko groszu.

 

Podsumowując ostatnią część – Tatra na szóstkę z minusem (za brak darmowej koszulki), Klasyk na piąteczkę, bo tak naprawdę nic więcej niż tam dostajemy, nie potrzeba, Tour de Pologne natomiast lufa i do poprawki. Ale najpierw proponuję korepetycje u Krystiana  Piróga i Czarka Szafrańca. Przydałoby się.

 

And the winner is..

 

Oczywiście Tatra Road Race którą może nie tyle odróżnia, bo zdarza się że inni też się starają, ale cechuje – to, że jest robiona dla nas i to my, kolarze, w całym tym przedsięwzięciu jesteśmy najważniejsi. Ludzie którzy je tworzą, robią to z zaangażowaniem wykraczającym poza wszelkie skale. Myślę że wyznaczyli oni standard, który będzie bardzo ciężki do osiągnięcia dla innych i który podejrzewam – będzie przez nich samych, podnoszony z roku na rok..

Szosowy Klasyk to zdecydowanie najlepszy wyścig na Dolnym Śląsku, trzyma poziom, sa spoko nagrody, świetne zdjęcia, super organizacja, trasa całkowicie zamknięta, dobrze przygotowana i oznaczona, jednak jak na te rejony – zbyt płaska i brzydka. Myślę że odrobina chęci i może być z tego kapitalny wyścig, bo potencjał jest olbrzymi.

Tour de Pologne, to taki masowy zlot rowerowy, gdzie część chciałaby się pościgać, jednak sektorowa formuła rodem z maratonów biegowych wypacza rywalizację, część przyjeżdża zajarana możliwością sprawdzenia się na trasie jechanej przez Pro Tour, nie zdając sobie sprawy, że to jedna z łatwiejszych tras jakie mamy w kalendarzu wyścigów szosowych rozgrywanych w górach, część bo jest rozmach, część dla lansu, część bo jest zaproszona, a część bo tak. Jednym się podoba, innym nie i co by się nie działo, to z roku na rok i tak będzie tu przyjeżdżać najwięcej ludzi, będą bite rekordy frekwencji, a sektory będą niedługo ustawiane od Białki Tatrzańskiej. Jest jednak coś, w czym Tour de Pologne Amatorów nie ma sobie równych i co ściąga tutaj jeszcze jedną grupę ludzi, do której ja również należę. Atmosfera na trasie. To jedyna taka impreza, gdzie zwykły amator może się poczuć jak zawodowiec na wielkim Tourze. Kibice robią niesamowitą robotę, a doping na Gliczarowie, to coś, co po prostu trzeba przeżyć, niezależnie od zdania jakie się ma na temat tej imprezy. Podobnie jest na mecie. W zasadzie cały ostatni kilometr obstawiony jest tłumem za barierkami, który krzyczy, klaszcze, śpiewa, dmucha w trąbki i tłucze tymi wszystkimi rekwizytami rozdawanymi przez organizatorów. Niezależnie, czy ktoś wjeżdża jako pierwszy, czy tysiąc pierwszy, doping ma taki sam i to w tym wyścigu jest piękne.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: